Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 850 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Polonia przywitała reprezentację w Londynie

piątek, 14 sierpnia 2009 13:48
Ku zaskoczeniu polskich koszykarzy na londyńskim lotnisku Heathrow przywitała ich spora grupa miejscowej Polonii. Nasi rodacy na ręce kapitana drużyny Adama Wójcika wręczyli biało-czerwoną flagę ze swoimi autografami, a Michał Ignerski otrzymał od nich kartkę z życzeniami z okazji 29-tych urodzin oraz drobny upominek.




- To niesamowite, że kibice pamiętali o moim święcie. Jeszcze nigdy mi się coś takiego nie zdarzyło - powiedział zaskoczony „Igi".


Kibice zaprosili zespół także na spotkanie po sobotnim meczu. - Mamy polską ligę koszykówki w Londynie i chcieliśmy pokazać naszym zawodnikom jak ona działa - powiedział kibic Tomasz Terlecki.


- Jutro na meczu z Anglią w hali O2 będzie bardzo wielu Polaków - zapewniała fanka Agnieszka Miernik. - Który koszykarz jest moim idolem? Jeszcze nie wiem, wszyscy są bardzo przystojni - zarumieniła się Agnieszka.


Po wygranej szybka pobudka


Po środowym zwycięstwie nad reprezentacją Chorwacji 71:67 polscy koszykarze nie mieli wiele czasu na odpoczynek. W czwartkowy ranek musieli wstać już przed godziną siódmą, by zdążyć na samolot do Londynu. Nic dziwnego, że w autobusie jadącym z Łodzi do Warszawy wszyscy ucięli sobie krótką drzemkę. Odprawa na Okęciu przebiegła sprawnie. Na lotnisku do koszykarzy dołączyli prezes Polskiego Związku Koszykówki Roman Ludwiczuk i przedstawiciele TVP, którzy będę relacjonować najbliższe mecze oraz wydarzenia związane z pobytem kadry w Londynie.


- Chciałem zobaczyć jaka atmosfera panuje w naszej drużynie - przyznał prezes Ludwiczuk. - Jestem bardzo zbudowany uśmiechami naszych koszykarzy. Wszyscy wspierają się i żartują. Widać, że to jest prawdziwy kolektyw. Turniej w Londynie ma pomóc w dalszej konsolidacji grupy. Oczywiście bardzo ważne jest stałe podnoszenie poziomu sportowego. Wyniki osiągnięte na kolejnych turniejach towarzyskich nie są najważniejsze. Liczy się EuroBasket - ocenił prezes PZKosz.


Logan śledził polską prasę


Czas wolny w samolocie koszykarze poświęcili na słuchanie muzyki i lekturę czwartkowej prasy. - Co o nas piszą? - spytał David Logan. - Że w pierwszym meczu z Chorwatami debiutowałeś w reprezentacji Polski, a w drugim graliśmy na „dwie wieże" Marcina Gortata i Maćka Lampe - odpowiedział Amerykaninowi z polskim paszportem siedzący obok kibic.


- Czyli, że dobrze. To ok - zakończył Logan i oddał się swojemu ulubionemu zajęciu czyli słuchaniu muzyki r'n'b. Większość jego kolegów też spędziła lot ze słuchawkami na uszach. Z kolei Szymon Szewczyk czas wolny wypełnił oglądaniem najnowszej części filmu z serii X-Men.


Nie przejmują się rywalami


Jazda z Heathrow do hotelu Novotel trwała ponad godzinę. Przy jej okazji kadrowicze mogli podziwiać przez szyby ogrom stolicy Wielkiej Brytanii i jej zabytki: m.in. „Big Bena" oraz „London Bridge" nad Tamizą. Po szybko zjedzonym obiedzie kadra udała się na trening do pobliskiego centrum sportowego. Tu nasi koszykarze ćwiczyli głównie zagrywki taktyczne.


- Jutro zmierzymy się z Anglikami. A przyjedzie Luol Deng i Ben Gordon? Widziałem jak ten drugi rzucał po 30 punktów Boston Celtics w tegorocznych play offach. Facet jest niesamowity - ocenił Łukasz Koszarek. Nasi kadrowicze zazwyczaj nie przejmują się, w jakim składzie będą grali ich rywale. W tym momencie przygotowań nie ważna jest jeszcze postawy przeciwników. Wszyscy koncentrują się na własnej grze.


Spotkanie z reprezentacją Wielkiej Brytanii odbędzie się w piątek o godz. 21, w londyńskiej hali O2. Bezpośrednią transmisję z meczu przeprowadzi TVP Sport. W londyńskim turnieju grają jeszcze Turcja i Chorwacja.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Marcin Gortat: stać nas na więcej

czwartek, 13 sierpnia 2009 8:15
Mimo zdobytych 22 punktów, zebranych 13 piłek i dominacji, która dała Polakom zwycięstwo z Chorwacją, Marcin Gortat był skromny na konferencji prasowej i dostrzegał jeszcze sporo błędów w grze naszej kadry.

- Brakuje jeszcze komunikacji w zespole i komunikacji w obronie - powiedział Marcin Gortat zgromadzonym dziennikarzom. - Jest jeszcze troszkę chaosu w ataku.




W porównaniu z wczorajszym meczem, Polacy oddali dużo więcej rzutów za 2 (41) niż za 3 (20). Chwalił to trener Muli Katzurin. Prócz Gortata najlepiej w naszej kadrze punktował David Logan (15), którego dwa rzuty za trzy przesądziły o zwycięstwie.


To Gortat zagrał jednak jak lider i znowu szkolił - tym razem nie tylko w defensywie - podkoszowych Chorwatów. Choć wg statystyk zaliczył tylko jeden blok, to przynajmniej cztery razy zmusił rywali do zmiany decyzji rzutowej w powietrzu. Mimo swojej bardzo dobrej postawy pozostał jednak krytyczny wobec siebie.


- Muszę podciągnąć moją grę, szczególnie w ataku, zwłaszcza pod koszem. Nie należy być ustatysfakcjonowanym. To był dopiero drugi mecz. Musimy grać jednak zawsze z taką energią.


Teraz reprezentacja Polski udaje się na turniej do Londynu, gdzie rywalami Gortata i spółki będą Wielka Brytania, Izrael i Turcja. Dzisiejszy mecz pokazał jednak, że każda kolejna połowa przynosi postęp w grze naszej reprezentacji. Choć dla przeciwwagi trzeba też zauważyć dzisiejszą nieobecność w składzie Chorwatów, Zorana Planinica, który był wczoraj obok Roko Ukica (dzisiaj 14 pkt.) najlepszym zawodnikiem drużyny gości.

mack


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Polska lepsza od Chorwacji!

środa, 12 sierpnia 2009 20:55
Koszykarze reprezentacji Polski zrewanżowali się Chorwatom za wtorkową przegraną i zwyciężyli, 71-67. Bohaterem wygranej był David Logan, który w decydujących momentach dwukrotnie trafił za 3. Najlepszym polskim graczem na parkiecie był jednak znowu Marcin Gortat. Zdobył 22 punkty i zebrał 13 piłek.




Polacy zaczęli taką samą piątką jak wczoraj: Krzysztof Szubarga, David Logan, Michał Ignerski, Szymon Szewczyk i Marcin Gortat. Już w pierwszych minutach zobaczyliśmy zupełnie inną grę naszej reprezentacji niż w pierwszym, przegranym meczu. Raz po raz Ignerski i Gortat ustawiali się tyłem do kosza i próbowali zdobywać punkty w grze 1-na-1. Nie przynosiło to jednak należytych efektów i po trójkach Davora Kusa i Roko Ukica to goście prowadzili 10-6.


Wtedy do gry podłączył się Szewczyk, który zaliczył 2 przechwyty (3 w całym meczu), dzięki czemu zdobyliśmy łatwe punkty z kontrataku. Szewczyk trafił też za trzy, a po celnym lewym pół haku Gortata, podopieczni Muliego Katzurina wyszli na prowadzenie 13-12.


Czytaj więcej o meczu >>>>


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Jak czytać statystyki Gortata

środa, 12 sierpnia 2009 7:32
Większość kibiców uważa, że to Marcin Gortat był najlepszym polskim graczem wczorajszego meczu sparingowego z Chorwacją. Gortat zdobył tylko 11 punktów i zebrał 7 piłek, ale wielu z jego pożytecznych zagrań nie można zmierzyć suchymi statystykami.





Gortat spędził na parkiecie 27 minut i był na boisku w trzeciej kwarcie, gdy Polacy zafundowali kibicom małe "show-time".


- Nie było dużej róznicy między nami, a szóstą drużyną Igrzysk Olimpijskich - mówił świeżo po meczu Gortat o porażce z Chorwatami - Te cztery punkty to tylko dwie akcje obronne.


Wtedy jednak, gdy Polacy potrzebowali zatrzymać rywali - Gortata nie było na boisku. Czemu? Trener Muli Katzurin nie odpowiedział na to pytanie, ale w takich meczach jak te z Chorwacją nie wynik jest najważniejszy. I o tym trzeba pamiętać.


- Trzeba popracować nad tym co zawaliliśmy. Po to są te pierwsze mecze, by znaleźć słabości w naszej grze i je wyeliminować, np poprawić obronę przy pick&rollu.


Sam Gortat nie może mieć jednak sobie wiele w tej kwestii do zarzucenia, bo kilkukrotnie pokazywał wiedzę pozyskaną z NBA i bardzo szybko pojawiał się tuż za zasłoną, by zablokować drogę rozgrywającemu rywali. Wiele było akcji Chorwatów, które Gortat zatrzymywał swoją bardzo dobrą pracą nóg w obronie, a i jego zasięg ramion przyczynił się nie tylko do dwóch zablokowanych rzutów, ale i do wielu pudeł chorwackich zawodników. Wzrost w połączeniu z siłą i szybkością to ogromne zagrożenie dla atakujących rywali. Świadczyć o tym może bardzo słaba gra zawodników, których pilnował. Nikola Vujcic, gracz słynnego Olympiakosu Pireus trafił tylko 1 z 7 rzutów, a Mario Kasun, który grał w Orlando zanim trafił tam Polak ustępował Gortatowi w podkoszowych przepychankach.


Gortatowi nie szło jednak w ataku, zwłaszcza w pierwszej części meczu.


- Kilka rzutów zerwałem. Wierzyłem w to, że trafię. Tak wynikało z akcji, że nie decydowałem się na grę jeden na jednego. Musimy grać zagrywki, które nam wychodzą. Kilka rzeczy niepotrzebnie forsowaliśmy.


Gortat to jednak zawodnik jakiego od lat nie mieliśmy i którego zazdrościć nam mogą wszystkie reprezentacje w Europie. Jeśli patrzy się przez pryzmat zdobyczy punktowych, to nie dostrzeże się powodu, dla którego Gortat otrzymał tego lata kontrakt w wysokości 35 mln. dolarów. Wystarczy jednak spojrzeć w statystyki jego bezpośrednich rywali. Dopiero wtedy na ich tle widać jak wielką pracę wykonuje Gortat w defensywie.


- Trzeba troszkę poprawić obronę i grę na tablicy.


I pozostać skromnym, nadal się uczyć i robić postępy. Dzisiaj o godz. 17.00 spotkanie nr 2 z Chorwacją.

Czytaj więcej o EuroBaskecie >>>>


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Maciej Lampe: Chcę grać w reprezentacji!

wtorek, 11 sierpnia 2009 13:37

Jeden z najzdolniejszych polskich koszykarzy, Maciej Lampe, od kilku dni trenuje z kadrą w Łodzi, a swoją dotychczasową postawą udowadnia, że zależy mu na reprezentacji. Szybko wkomponował się w resztę grupy, jest otwarty i zaangażowany w pracę. Chętnie też opowiada o przebiegu swojej kariery.



Kadra

 Maciej Lampe: Podobnie jak wszyscy w drużynie będę starał się osiągnąć dobry wynik na EuroBaskecie. Wydaje mi się, że mamy najsilniejszy zespół, od kiedy zadebiutowałem w kadrze narodowej. Z niektórymi kadrowiczami nie widziałem się od bardzo dawna. Kilku poznaję dopiero teraz w Łodzi. Widzę na treningach, że stać nas na wiele. Przyjechaliśmy na kadrę w tym samym celu - by podciągnąć polską koszykówkę do góry. Jestem tym wszystkim bardzo podekscytowany.

 Forma

 - Chcę jak najszybciej dojść do wysokiej dyspozycji. Od początku pobytu w Łodzi zacząłem mocno trenować. Nie jestem w złej formie. Po prostu chcę osiągnąć optymalne przygotowanie na mistrzostwa Europy. Jak na razie moje nogi nie są ciężkie. Po kontuzji kolana nie ma już śladu. Nic mnie nie boli. Myślę, że po dwóch tygodniach pracy nadrobię wszystkie różnice względem kolegów.

 Polska

 - Wyjechałem z rodzicami z Polski do Szwecji, kiedy byłem dzieckiem. Ale często przyjeżdżaliśmy do Łodzi podczas wakacji. Moja babcia mieszka w tym mieście. Rodzina ze strony ojca żyje w Uniejowie, niedaleko Łodzi. W domu rozmawialiśmy po polsku. Lubię naszą kuchnię. Kiedy byłem młodym zawodnikiem pojawiła się dyskusja czy chcę grać w kadrze Polski czy Szwecji. Ale tak naprawdę nie było o czym gadać. Zawsze bardziej czułem się Polakiem niż Szwedem. Start w moją profesjonalną karierę także zaczął się od występów w reprezentacji Polski kadetów. Wyjechaliśmy na turniej do Portugalii, dobrze wypadłem i dzięki temu wypatrzyli mnie skauci Realu Madryt. Mam nadzieję, że zawsze będę mógł grać w reprezentacji.

 Gortat

 - Marcin jest jak maszyna. Z takim ciałem i atletyzmem jakie ma, już niedługo może być wielkim centrem w NBA. Późno zaczął grać w koszykówkę i ciągle musi pewne rzeczy dopracowywać. Ale fizycznie jest niesamowity. Obaj pochodzimy z Łodzi. Zawsze wszystkim mówiłem, że następnym Polakiem po mnie w NBA będzie Gortat. I nie pomyliłem się. Nie wiedziałem, że tak szybko zrobi postęp i będzie grał na wysokim poziomie. Bardzo się z tego cieszę. Może w reprezentacji stworzymy polskie „twin towers" (bliźniacze wieże)?

 Atuty i minuty

 - Mogę dać dużo tej kadrze. Pod koszem mamy kilku świetnych zawodników: „Gortiego", Adama, Szymona, „Dyla". Jest zdrowa rywalizacja, z której wyniknie coś pozytywnego. Jesteśmy bardzo silni pod koszem. Jak to wszystko zostanie poukładane zależy teraz od trenera. Mam nadzieje, że Muli Katzurin we mnie wierzy. Zna moją grę i będzie wiedział, jak wykorzystać wszystkie atuty. Obojętnie czego będzie ode mnie wymagał, dostanie to bez żadnych „ale". Nie ma znaczenia czy będę grał po 5, 10 czy 40 minut w meczu. Nie przyjechałem tu by zrobić wielkie statystyki. Chcę pomóc polskiej kadrze wygrywać mecze.

 Real Madryt

 - Jako nastolatek podpisałem w Madrycie pierwszy duży kontrakt, który miał trwać przez 8 lat. Stanowczo za długo. Dlatego to nie była najlepsza decyzja. Jednak Real to Real. Po dwóch latach chciałem występować w pierwszej drużynie, ale „Królewscy" nie mogli mi tego zapewnić. Działacze wypożyczyli mnie do zespołu Universidad Complutense, który grał w niezłej II lidze hiszpańskiej. Tam grałem przez cały sezon i rozwinąłem swoje umiejętności. To był jeden z najlepszych sezonów w mojej karierze.

 Draft

 - Miałem 18 lat, potencjał i dostałem szansę przystąpienia do draftu NBA. Dużo o tym nie wiedziałem. Ale kto nie chce grać w NBA? Zacząłem więc trenować w USA. W prasie dziennikarze pisali, że powinienem być wybrany w pierwszej rundzie draftu. Mówiono nawet o początkowej 13. Niestety w kontrakcie z Realem miałem zapisaną bardzo wysoką sumę odstępnego, w wysokości 2 milionów dolarów. To nawet na warunki NBA jest bardzo dużo kasy, za młodego Polaka z potencjałem. I tak Nowy Jork wybrał mnie z 30. numerem, czyli już w II rundzie.

 New York Knicks

 - Aby mieć szansę na umowę w NBA musiałem dobrze grać w Ligach Letnich. To się udało. W Utah wybrano mnie do pierwszej piątki turnieju, a Knicks podpisali ze mną kontrakt. Nie dostałem dużych pieniędzy, ze względu na tę feralną sumę odstępnego. Mój czas w Nowym Jorku nie był najlepszy. Robiłem dużo rzeczy, których nie powinienem. Czasami spóźniałem się na treningi. To nie było profesjonalne zachowanie. Popełniłem wiele błędów młodości.

 Phoenix Suns

 - Nowy Jork zrobił wymianę z Phoenix Suns i tak trafiłem do tej drużyny. Trener Mike D'Antoni mnie lubił i dobrze nam się razem pracowało. Pierwszy sezon w „Słońcach" miałem bardzo dobry. W końcu zacząłem więcej grać w NBA. Bardzo przyzwoicie spisywałem się także podczas przygotowań do kolejnego sezonu. D'Antoni mówił, że robię wielkie postępy. A tu nagle spotkał mnie szok. Klub zrobił wymianę z New Orleans Hornets. Miałem pecha. Mój kontrakt można było łatwo wrzucać we wszystkiego rodzaju wymiany.

 New Orleans Hornets/Houston Rockets

 - Po czasie spędzonym w dobrych klubów Knicks i Suns nagle trafiłem do jednej z najsłabszych drużyn w lidze. Myślałem, że dzięki temu będę grał. Ale w Nowym Orleanie za bardzo mnie nie znali. Po prostu pasowałem im do wymiany. Grałem bardzo mało. Potem zostałem wpisany na listę kontuzjowanych. W kolejnej wymianie trafiłem do Houston Rockets, ale moja sytuacja nie uległa zmianie. Mimo, że miałem dobry kontakt z trenerem Jeffem Van Gundy'm, a Houston chcieli zatrzymać mnie w składzie, postanowiłem wrócić do Europy.

 Chimki Moskwa

 - Mogłem już wtedy iść do Maccabi Tel Awiw, ale w Rosji najlepiej płacili. Podpisałem kontrakt w pierwszym zespole, do którego przyjechałem czyli w Dynamo St. Petersburg. A po dwóch dniach... klub został bankrutem. Ostatecznie trafiłem do Chimek Moskwa. Tu na ponad dwa lata zostałem pierwszym centrem zespołu. Za mój największy sukces w Rosji uważam zdobycie pucharu kraju. W półfinale ograliśmy Dynamo, a w finale byliśmy lepsi od wielkiego CSKA. Mnie wybrano MVP finałów. Dwa tygodnie po tych meczach podpisałem 3-letni kontrakt z Chimkami. Przez ten czas udało nam się wywalczyć dla tego klubu Euroligę, finał EuroCup i zdobyć kilka medali.

 Maccabi Tel Awiw

 - W ostatnim sezonie w Chimkach doznałem kontuzji kolana, klub zatrudnił nowego szkoleniowca i dużo się zmieniło. Pojawiły się problemy finansowe. Klub jest mi jeszcze winny pieniądze, ale działacze obiecują, że wszystko spłacą do końca lata. Bardzo się cieszę, że trafiłem do takiej ekipy jak Maccabi Tel Awiw. Wydaje mi się, że będę odpowiednim centrem dla tego zespołu i systemu gry, jaki preferuje Pini Gershon. Izrael to też będzie dobry kraj do życia dla mojej rodziny: narzeczonej Jonnel i niedawno urodzonego syna Dominika.

 Obietnica dla prezesa

 - Kiedy prezes PZKosz Roman Ludwiczuk mnie odwiedził w Moskwie od razu obiecałem, że przyjadę na mistrzostwa Europy. Tym bardziej, że turniej będzie w Polsce. Zastrzegłem jednak, że mam dziewczynę w ciąży i na pewno nie przyjadę przed urodzeniem syna. Potem się jeszcze okazało, że Dominik mocno zachorował. Dlatego mój przyjazd na kadrę tyle trwał. To było miłe, że prezes udzielił mi swojego poparcia.

 Kontuzja łokcia

 - Nie byłem pewny, jak zostanę przyjęty w kraju. Wiem, że w Polsce nie za ładnie się o mnie pisało. Niektórzy uważali, że uciekłem przed poprzednimi mistrzostwami Europy, podobno nie chciałem grać dla Polski, symulowałem kłopoty zdrowotne i wolałem siedzieć w Stanach. Ale ja naprawdę miałem kontuzję łokcia! Musiałem się wyleczyć i być gotowym na następny sezon. Myślę, że decyzja jaką wtedy podjąłem była słuszna. Nie chcę grać w reprezentacji na pół gwizdka.

 Czas wolny

 - Dużo czasu spędzam przed komputerem. Rozmawiam z kolegami na czatach przez skype'a, facebook'a czy twitter. Czasami obejrzę jakiś film, przeczytam książkę lub magazyn sportowy. Lubię przebywać w Stanach Zjednoczonych. Mam mieszkanie w Phoenix, a stamtąd jest już blisko do Los Angeles i Las Vegas. To fajne miejsca, gdzie można się świetnie zrelaksować. Może za 2-3 lata znowu spróbuję sił w NBA, ale tym razem już jako w pełni ukształtowany zawodnik.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


piątek, 28 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  134 135  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Archiwum

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Mistrzostwa Europy Koszykarzy EuroBasket 2009 już we wrześniu!

Statystyki

Odwiedziny: 134135

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Favore.pl

Bloog.pl